OIOM
OIOMOpisuję akcję, która działa się kilkanaście dni wcześniej
Kolorowe sny mogą być przerażające. Nie wiem dlaczego, życzy się je innym.
Pierwszy sen po operacji, który pamiętam, był bardzo kolorowy, dzięki opioidom, i tak wypełniony lękiem jak najgorszy horror oglądany ukradkiem w dzieciństwie.

Leżę na łóżku szpitalnym. Dotykam stopami jego barierki, która działa jak pedał przyspieszenia. Jadę. Kolorowy tunel. Nie płaski, pofalowany jak rollercoaster (na którym nigdy nie byłem). Łóżko na kółkach na rollercoasterze. Wokoło smugi kolorów.
Ale co to? mój pojazd ma tylko jeden pedał, a kierować mogę balansując na łóżku. Zaczyna się jazda. Coraz szybciej i szybciej. Przerażający, wszechogarniający lęk. Zaraz wypadnę z mojej kolejki i to będzie koniec. Być może rzeczywisty koniec.
Przebudziłem się. Jakieś twarze, jakieś kształty, jakieś słowa. Nie mogę się ruszyć. Nic nie czuję, żadnego bólu. Nawet nie wiem gdzie jestem. Powoli zaczynam rozumieć mowę. Odpowiadam bardzo cicho i bardzo powoli. Nadchodzi noc. W drugim końcu sali zmutowane kolorowe słonie. Nie nie śpię. Idą w moim kierunku, ale zatrzymują się. Ktoś zaświeca światło. Naciska drugi przycisk i sufit się obniża. Tak bardzo. Zaraz mnie przygniecie. Zamykam oczy. Otwieram. Sufit wrócił na swoje miejsce. Dziwny ten oddział. Po co wyświetlają pacjentom te słonie?
Znowu sen. Znowu jadę łóżkiem. Ale tym razem spokojniej. Mniej nerwowo. Czasem może nawet przyjemnie.
Wizyta. Przyszła moja Ukochana. Patrzę na nią jak w obrazek. Dosłownie. Nie ruszam głową, wzrok utkwiony w jeden punkt. Mówi, że wszystko będzie dobrze. Znam ją. Wyczuwam delikatny fałsz. Ale przekonuje mnie. Po co miałaby kłamać?
Już lepiej śpię. Widzę postać mojej żony. Wielokrotnie. Gdzieś przebiega obok jadącego łóżka. Słyszę głosy pielęgniarek i pielęgniarzy. Chyba mnie obgadują. Ten pielęgniarz mnie nie lubi. Śmiał się ze mnie i szydził. Nie mogę spać normalnie. Mam sen, a w nim głosy z zewnątrz. Rozsadza mi głowę. Śpię czy nie?
Jedzenie. Nie mogę ruszyć rękami miłe pielęgniarki (i pielęgniarze) karmią mnie łyżeczką i dają pić. Ze zrozumieniem i wrażliwością dbają o całe moje ciało. Niektóre rzeczy mam po raz pierwszy: pampersa (w dzieciństwie pieluchy tetrowe), cewnik. Czuję wstyd. Niepotrzebnie.
Rehabilitanci z dnia na dzień próbują przywrócić mnie do normalności. Zaczynają od szyi. Jakie to piękne uczucie. Szyja może się obracać, ręce unosić, choć opuchnięte jak balony.
Z dnia na dzień ruszam się coraz bardziej. Najpierw zaczynam sam jeść. Jakie to piękne i męczące jeść samodzielnie. Ale tylko płyny. Najgorszy chleb. Dławię się i krztuszę.
Wychudłe nogi i opuchnięte ręce zaczynają w końcu mnie słuchać. Siadam na brzegu łóżka. Czy to w ogóle możliwe? Zrobiłem to co jeszcze parę dni temu wydawało mi się nierealne.
Pacjenci byli przywożeni i dość szybko odjeżdżali dalej. Ja ciągle leżałem. Całe 7 dni, przy czym 2 pierwsze w śpiączce. Lekarze na wizycie wydawali się zdziwieni. Ich wzrok zdawał się mówić “jednak poradził sobie z tym”.
Odcinają i wyciągają ze mnie przewody, rurki prowadzące do wewnątrz. Już nie jestem robocopem :)
“Obgadujący” mnie pielęgniarz okazał się sympatycznym młodym człowiekiem (ach te halucynacje), który trzymał za mnie kciuki obawiając się (po pierwszym dniu), że mogę mieć uszkodzenia mózgu.
Otoczony matczyną opieką pielęgniarek powoli wracam do używalności. Moje kochane myją mi włosy i zęby. Od obcych osób czuję takie ciepło jakiego nigdy nie doświadczyłem od nikogo poza moją żoną. Do końca mych dni będę pamiętał to bezinteresowne zaangażowanie. Dzięki niemu przetrwałem OIOM i o własnych siłach przeszedłem kilka metrów, żeby jechać z powrotem na kardiochirurgię.